filozy

Andy W.

może to nie jest zbyt dobre słowo ale „ideologia” kojarzy mi się jak najgorzej. każdy może zadać sobie mnie i komukolwiek pytanie: „dlaczego robisz to i to a nie robisz np. tamtego i tamtego?” zacznę od początku.

kilkanaście lat temu Pan Bóg zapytał mnie: „dlaczego chowasz się przede mną?” odpowiedziałem: „to Ty istniejesz tak jak podejrzewałem od jakiegoś czasu?” po czym dodałem: „chowam się bo jestem nagi...” a On na to: „wróć do mnie synu. grzechy zostały Ci odpuszczone. twoja wiara cię uratowała”

w moim domu nie było Boga. nie chodziło się do kościoła. niedziele i święta były po prostu wolnymi dniami. kiedy po 25-ciu latach życia wyjechałem do Wrocławia i założyłem własną rodzinę zacząłem współpracować z grupą muzyczną grającą „gospel”. charakter wykonywanej muzyki nie miał nic wspólnego ze światopoglądem większości członków zepsołu. to mnie najpierw zdziwiło a potem zaczęło niepokoić. doszedłem do wniosku że biorę udział w wielkim szwindlu. przez anty-świadectwo Bóg dotarł do mnie...

potem sprawy potoczyły się niemniej spektakularnie choć na zewnątrz to może tak nie wygląda. w każdym 1ie zostałem zaproszony na drogę neokatechumenalną i tak trwam jakieś 14 lat. Pan Bóg przewidział dla mnie taką drogę i dał mi tu wiele: sakramenty Pierwszej Komunii i Bierzmowania a przede wszystkim kolejne etapy chrześcijańskiego wtajemniczenia. na drodze zaczynam poznawać i rozumieć siebie i swoją hostorię.

nie mogę siedzieć cicho i udawać że nic się nie zdarzyło. dziękując Mu za moje życie moją historię i moją przyszłość którą mi obiecał muszę głosić Jego Słowo. to jedyna i za1em najlepsza rzecz jaką mogę zrobić. modlić się i głosić Życie Wieczne. tak żeby usłyszeli ci którzy jeszcze nie słyszeli. „nie trzyma się światła pod korcem...”

 

 

dziamdzi                        

 

... i pewnego dnia coś się zmieniło, pragnienie innego życia. Niby wszystko było dobrze, a jednak brak myślenia o tym co przed nami, co potem, pchnęło mnie w poszukiwanie Pana. Dzięki niemu spotkałem na swojej drodze ludzi, którzy opowiedzieli o tym co się dzieje w ich życiu. Dla kogo żyją i w co wierzą.

I poszło stanąłem przed Zbawicielem i oddałem Jemu całego siebie !

I co koniec ?

Oj nie, właściwe to jak się okazało, początek drogi, która faktycznie jest wąska i wymagająca.

Jak patrzę na to wszystko z perspektywy czasu, widzę jak kombinowanie, zabieganie i troska o życie tu na Ziemi, spowodowało odsunięcie się od Jezusa. Przecież oddałem Jemu życie, ale pokieruję sobie nim sam ! Fajne myślenie L

To straszne i głupie, ale tak się to potoczyło. Owoców z takiego działania nie może być dobrych, raczej tylko zgnilizna ! Ale dzięki, że On jest stały i nie przestał mnie kochać, tylko czekał i patrzył kiedy załapię, że życie z Nim to oddanie wszystkiego, poddanie się Jego planom i….

I właśnie teraz mam wielkie pragnienie TAK CHCĘ WCIELIĆ TO W ŻYCIE. Wierzę, że to jedynie ma sens i nadzieję na dokończenie tego co tu na Ziemi, a potem NIEBO !